Stres pustej głowy. Jak tworzyć bez inspiracji?

Stres pustej głowy. Jak tworzyć bez inspiracji?

Cokolwiek. Jak zacząć? Przez wiele lat wmawiałam sobie, że się nie da. Dzięki temu mogłam nie zaczynać. Nasz mózg działa tak sprytnie, że potrafi nam zracjonalizować wszystko, co dla nas niewygodne. Dopóki jesteśmy tego nieświadomi – dajemy się złapać i ulegamy pokusie. Czyli pozwalamy sobie nie tworzyć, bo nie mamy inspiracji. „Stres pustej głowy” jest uczuciem bardzo nieprzyjemnym. Ulegając mu, często wybieramy jedno z destrukcyjnych rozwiązań: odwlekanie, przekładanie, wypieranie lub zrzucanie z siebie odpowiedzialności. Żadne z tych rozwiązań nie działa.

A prawda jest taka, że inspiracja przychodzi z działania. Z życia, a nie z analizowania różnych możliwości tego życia.

Po latach postanowiłam wrócić do pisania. Pierwszym moim uczuciem było przerażenie, że nie wiem ani co, ani jak pisać. Przez wiele dni, zamiast pisać, czytałam książki o pisaniu. Rozmyślałam o pisaniu. Dodawałam sobie otuchy i czytałam kolejną książkę w stylu „zrób to!”. W końcu moje zachowanie wydało mi się tak groteskowe i karykaturalne, że nie mogłam tego ciągnąć dłużej. Wybrałam najlepiej znaną mi, i najbezpieczniejszą formę pisania: pamiętnik. Usiadłam przed pustą kartką papieru. Kilka minut trwało, zanim zdecydowałam się na tytuł wpisu. A potem zaczęłam pisać. Byle co. Zupełnie, kompletnie byle co. Przypomniałam sobie, że uwielbiam uczucie liter wychodzących spod długopisu. Płynny, śliski ruch. Rytmiczność wracania do lewej strony kartki. Wiedziałam, że to, co piszę, jest odzwierciedleniem chaosu, który we mnie panuje. Nie umiałam nad nim zapanować, ale w tym momencie pozwoliłam, żeby się wylał. Stopniowo moje pisanie, o tym, czego chcę, co zjadłam, o co się pokłóciłam… – stawało się bardziej uporządkowane. Wylała się dzienna dawka frustracji.

Drugiego dnia zaczęłam tak samo. Mnóstwo chaosu, niepoukładanych myśli i wrażenie, że nie mam o czym pisać.

Trzeciego dnia wkleiłam do pamiętnika stos kartek, biletów, zdjęć, składanych od kilku lat. Chciałam te skrawki mojego życia opisać, utrwalić, ale zrobił się z nich śmietnik. Zbyt wielki, żeby chcieć go porządkować. Przykleiłam każdą z tych kartek do pamiętnika i przerzuciłam stronę. Moje pisanie z dnia na dzień stawało się mniej chaotyczne. Czułam, że zrzucam z siebie ciężką skorupę rzeczy błahych, których nie potrafiłam odreagować inaczej, niż pisaniem. Pod tą skorupą nagle znalazłam powód, źródło, cel i jasność. Po prostu je odkopałam. Zwyczajną, fizyczną pracą. Potrzebowałam machania łopatą (a dosłownie – długopisem). Inspiracja czekała na mnie pod spodem.

Kolejnego dnia zrozumiałam, co na mnie czeka. Nie musiałam tego wymyślać. Wiedziałam, że przyszedł czas na bloga. Usiadłam i od razu napisałam kilka pierwszych artykułów. Inspiracja przyszła razem z działaniem.

Mój wniosek z tego doświadczenia jest taki, że inspiracji nie można do niczego zmusić. Trzeba najpierw wysilić się, żeby utorować jej drogę poprzez działanie. Dać z siebie, by coś dostać. Oczyścić umysł, przewentylować ciało, nakarmić ją jakąkolwiek twórczością. Ona się odwdzięczy, bo jest w nas i tylko czeka na bezpieczny moment, żeby wyjść na świat.

Bezpieczny moment dla inspiracji to taki, kiedy jej nie zmarnujemy.

Łatwo to wytłumaczyć. Kiedy nie używamy od dłuższego czasu pewnej części mózgu, musimy najpierw ją rozruszać, nakarmić, przećwiczyć, zanim uruchomi się w swojej pełnej wydajności. I odwrotnie: jeśli często korzystamy z naszych możliwości twórczych, wyeksploatowany mózg i ciało potrzebują się zregenerować, a więc przełączyć na zupełnie inną aktywność. Zatem na „stres pustej głowy” masz dwa wyjścia. Jeśli od dawna nic nie stworzyłeś, wypoć pierwszą, kiepską wersję. Zaproś chętnych do burzy mózgów. Sięgnij po absurdy. Wymyśl historyjki. Kiedy wyrzucisz śmieci z głowy, Twoja twórcza część mózgu na tyle się uaktywni, że rozwiązanie przyjdzie samo. Już nie byle jakie, tylko to właściwe. Drugie wyjście: jeśli żyjesz z tworzenia i czujesz się wypłukany z zasobów twórczych, zrób rzecz odwrotną. Zmień środowisko, zajęcie, aktywność… Wyłącz się. Medytuj, uprawiaj sport, ćwicz uważność, kontempluj. Być może Twój organizm w porę woła o wakacje. Uszanuj ten sygnał. Kiedy Twój mózg i ciało się zregenerują, odwdzięczą Ci się nowymi pokładami potrzebnej energii.

Polecane wpisy:
Share
1 Komentarz - Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *